Mamy dzisiaj: wtorek, 06 grudnia 2022
 
 



Znajdź w katalogu
Autor sztuki:
Tytuł sztuki:


Aktualność
2010-10-04
Recenzja "Pod-Grzybka" w reżyserii Petra Nosalka

Stary Lis wie, że kiedy w lesie pojawia się kłusownik, trzeba go przechytrzyć, ukryć się, na przykład pod muchomorem. Trującego grzyba człowiek ominie przecież ze wstrętem. Młody Lis tej przezorności, ostrożności dziadka nie rozumie, jemu w głowic tylko zabawa I pakuje się w szkodę. Kiedy pada strzał, Stary Lis własnym ciałem osłania wnuka. Leśne zwierzęta już wiedzą, co się święci, żegnają umierającego. Tylko młody nie potrafi pogodzić się z tym, co nieuniknione. Zrozumie dopiero, gdy odprowadzi dziadka do nieba zobaczy, jak jest po drugiej stronic życia..

Marta Guśniowska, autorka "Pod-Grzybka" ma szczególny dar - jak nikt inny potrafi z dziećmi "rozmawiać" ich językiem o sprawach ważnych. Tym razem o śmierci. Na taką rozmowę zazwyczaj trudno zdobyć się rodzicom, dziadkom. Niby każdy z nas, dorosłych rozumie, że umieranie jest częścią życia, ale z uświadamianiem tego faktu dzieciom mamy kłopot. W niebie lisy mogą oddawać się np. grze w szachy.

Tymczasem "Pod-Grzybek" daje właśnie pretekst do takiego dialogu. Niebo, piekło te pojęcia dzieci znają choćby z lekcji religii. Dlatego najmłodszych widzów wcale nie dziwi, że zwierzęta też tam trafiają. Stary Lis ma wprawdzie na sumieniu wiele grzeszków (polował na zające i kury), ale jeden dobry uczynek (oddał życie za wnuka) daje mu paszport do nieba. Tam spotka swoich bliskich, którzy wcześniej rozstali się z tym światem. Stamtąd będzie patrzeć przez dziurę w chmurze i czuwać nad wnukiem.

Twórcy spektaklu udowadniają że opowieść o sprawach trudnych wcale nie musi być pozbawiona humoru. Przeciwnie, "Pod-Grzybek" prowokuje do śmiechu niemal w każdej scenie. Bo jak tu się nie śmiać, gdy żegnające umierającego lisa kury skandują "Hip, hip, kurą kurą kura", a Jeż (świetny Tomasz Szczygielski), miłośnik spacerów przez dwupasmówki, na widok nieba rzuca zachwycony "O, jeżu, jak tu pięknie". Albo gdy Stary Lis nawet Charona przewoźnika w zaświatach, oferującego promocyjne (sic!) rejsy potrafi przechytrzyć. Jedynie finał tej historii - sądząc po reakcji widowni - bardziej czytelny zdaje się być dla dorosłych niż dla dzieci: że i na ziemi, gdy dane nam jest doświadczyć miłości, możemy się poczuć jak w niebie.


Małgorzata Kroczyńska
"Nowa Trybuna Opolska"
27 września 2010



powrót