Mamy dzisiaj: wtorek, 06 grudnia 2022
 
 



Znajdź w katalogu
Autor sztuki:
Tytuł sztuki:


Aktualność
2010-06-25
Recenzja "Najmniejszego Balu Świata" w Teatrze Animacji w Poznaniu

Strzelając bajką

Debiut Maliny Prześlugi w poznańskim Teatrze Animacji to zabawny instruktaż dla niegrzecznych dzieci, jak pozbyć się rodziców i potem bardzo tego żałować.

Lubię sobie czasem wyobrażać, że Kraina Teatralnej Łagodności, czyli środowisko polskich autorów sztuk dla dzieci, jest westernowym miasteczkiem. Dziś pojedynkują się tu dwie wyjęte spod prawa młode dramatopisarki. Królowej bajkowego rewolweru Myrze Belle Starr, znanej również jako Marta Guśniowska, spod ozdobionego piórami kapelusza rzuca wyzwanie nowa Calamity Jane, czyli debiutantka Malina Prześluga.

Jak na wyemancypowane kowbojki przystało, najpierw klną siarczyście po hiszpańsku: "Carramba!", potem plują rywalce pod stopy przeżutym tytoniem (nie przypadkiem obie studiowały w Poznaniu filozofię i kulturoznawstwo) i w końcu rzucają w siebie kolejnymi maszynopisami. Guśniowska trzęsła dotąd miasteczkiem, łapiąc na lasso stare bajki, złamawszy im fabularne kręgosłupy, dopisywała cyniczne puenty, podmieniała bohaterów, żonglowała paradoksami jak kolekcją starych końskich podków. Prześluga wchodzi na Main Street teatralnego bajkopisarstwa z mocnym postanowieniem, że zamiast napadać na dyliżans z Kopciuszkiem-Świntuszkiem czy hodować stada lądowych Syrenek bardziej opłaca się wystartować z całkiem nowym interesem. Taki na przykład cyrk pcheł czy sprzedaż detaliczna gadającego nawozu...

Prześluga, gdziekolwiek spojrzy, tam widzi nowe nieznane dziecięcej literaturze postaci, ożywia dowcipne mikroświaty żyjątek i przedmiotów, jest jak dziewczynka z domku na prerii, która zostawiona sama musi bawić się tym, co jej wpadnie w rękę. Jej debiut dramatopisarski, czyli "Najmniejszy bal świata", zrealizowany przez Janusza Ryl-Krystianowskiego w poznańskiej Animacji pokazuje wszystkie jej złowrogie atuty.

Jeszcze we foyer Elegancki Pan w cylindrze zaprasza dzieci do Najmniejszego Królestwa Świata. Wystarczy, że przejdą przez magiczne drzwi Maximini, i już mogą wziąć udział w imprezie tanecznej na dworze króla Maciupka i królowej Malusi. Z balem będzie jednak problem, bo - wiadomość z ostatniej chwili - królewna Migawka odmawia posprzątania pokoju. Przeżywa właśnie pierwszy antyrodzicielski bunt. Marta Wesołowska gra Migawkę brawurowo, bez pisków i szczebiotów, to niemal nastoletnia łobuziara, "panienka, ale tylko trochę." Właśnie odkrywa sekwencję morderczych słów: "Nie kocham cię, nie potrzebuję, idź sobie!". Zezłoszczona na tatę i mamę, którzy nie pozwalają jej jeździć na mrówce, wymyśla cudowny "ekliksir", który rozwiązuje raz na zawsze problem wychowawczy.

Maciupek i Malusia zostają pochopnie wykatapultowani czarami do innego, "ludzkiego" wymiaru, Migawka zostaje szczęśliwym samotnym dzieckiem. Ale bez rodziców bunt i psoty nie mają sensu. Migawka rusza więc na niebezpieczną wyprawę, chce odzyskać mamę i tatę, umieścić z powrotem w ich mikroskopijnym świecie. W drodze towarzyszy jej najbardziej dziwaczny i nieudany przyjaciel, czyli Pokurcz. I wtedy dopiero zaczyna się surrealna jazda.

W wyobraźni Prześlugi dochodzi do spotkań migawki z oczkiem w Rajstopie, Gęsią skórką i Ciarkami. Migawka próbuje rozwiązać egzystencjalne problemy Zegara, miłosne kłopoty Komara. Powoli orientujemy się, że bajkowa kraina, po której wędruje królewna, to bezkresna przestrzeń dorosłej kuchni, gdzie krzątają się niedostrzegający jej zolbrzymiali rodzice. Podróż Migawki to podróż do ich serca i pamięci, wołanie: przepraszam, zobaczcie mnie znów. Aktorzy grający parę królewską (Sylwia Zajkowska i Marcel Górnicki) wcielają się we wszystkie pozostałe postaci, stwarzając wrażenie, że mimo wszystko rodzice Migawki w czarodziejski sposób strzegą swej córki. Albo ona chce ich widzieć w innych bohaterach. Migawka z każdą sceną dorasta, uczy się, do czego potrzebni są rodzice, co to znaczy być czyimś przyjacielem. Poznaje dziecięce obowiązki i prawa.

Krystianowski zawierza wyobraźni młodej autorki, wie, że jej sztuka nabiera pędu dzięki językowi, z pozoru nieprzylegającego do postaci. Reżyser spektaklu precyzyjnie operuje wymiarami postaci, nie zagłusza wiców, sprawnie tasuje elementy skromnej i wyraźnie pretekstowej dekoracji. Stawia na młodość i energię aktorów. Jak każdy dobry szeryf teatralnego miasteczka rozumie, że lepiej mieć dwie rewolwerówki na oku niż jedną na głowie. Dramatopisarski pojedynek Calamity Prześlugi z Belle Starr Guśniowska będzie miał dalszy ciąg. Uwaga! W teatrach lalkowych strzelają bajką!»

Łukasz Drewniak
Dziennik Gazeta Prawna nr 116/dodatek Kultura
18 czerwca 2010


powrót