Mamy dzisiaj: czwartek, 08 grudnia 2022
 
 



Znajdź w katalogu
Autor sztuki:
Tytuł sztuki:


Aktualność
2012-05-28
Wędrując z Migawką


Wędrując z Migawką

Ten spektakl otwiera wiele dróg interpretacji - nieco innych dla dzieci, nieco innych dla dorosłych, ale z pewnością jedni i drudzy wyniosą z tego teatralnego spotkania coś dla siebie - o spektaklu "Najmniejszy Bal Świata" w reż. Pawła Aignera w Teatrze Baj Pomorski w Toruniu pisze Małgorzata Kowalska z Nowej Siły Krytycznej.

 

 

 

 

Dzieciństwo rządzi się własnymi prawami. Dziecko ma prawo do zabawy, prawo do brudzenia ubrań, prawo do robienia bałaganu, prawo do braku zmartwień. Niestety do tych przyjemnych praw dochodzą trochę mniej przyjemne obowiązki: obowiązek sprzątania po sobie, obowiązek pomagania w domu, obowiązek słuchania rodziców czy w końcu obowiązek dorastania i brania odpowiedzialności za własne czyny. Zaakceptowanie takiego podziału przychodzi każdemu dziecku inaczej. Niektóre przyjmują to lekko i z łatwością dostosowują się, ale inne - zwyczajnie buntują. Telewizja ostatnich lat zauważyła tu potencjalny zysk i dostrzegła zapotrzebowanie na programy typu "Superniania", które (przynamniej w założeniu) pomagają pozbyć się rodzicielskich zmartwień z trudnymi dziećmi.

 

 

Takim zbuntowanym dzieckiem jest Migawka - główna bohaterka dramatu Maliny Prześlugi i spektaklu w reżyserii Pawła Aignera. Spektaklu, który można chyba śmiało nazwać jedną z ważniejszych (jeśli nie najważniejszą) premier tego sezonu w toruńskim Teatrze Baj Pomorski. Przedstawienie charakteryzuje niesamowity rozmach multimedialny. Reżyser chciał pokazać widzom w teatrze program telewizyjny nagrywany na żywo. Program ów to tytułowy "Najmniejszy Bal Świata", gdzie rodzice przyprowadzają niesforne pociechy, a Prezenter - Tomasz Pomagalski (Krzysztof Grzęda) - stara się im (jak wskazuje nazwisko) pomóc.

 

 

Na dużej scenie toruńskiego teatru stworzono najprawdziwsze studio telewizyjne. Kilka kamer, pełno kabli, po bokach dwa wielkie telebimy, a sama scena niebieska. W spektaklu została wykorzystana technika obróbki obrazu zwana blue box, która umożliwia wmanipulowanie w niebieskie tło dowolnego obrazu. Człowiek ubrany na niebiesko staje się na ekranie niewidoczny. Z techniki tej telewizja korzysta na co dzień, chociażby w programach informacyjnych czy prognozie pogody. Opanowanie i swobodne korzystanie z niej to niełatwa sztuka, gdyż trzeba cały czas kontrolować sytuację na podglądzie i trafiać z ruchami dokładnie w konkretny punkt, aby nie rozminąć się z obrazem na ekranie. Przy tym powinno to wyglądać na zupełnie naturalne. Przed aktorami postawiono więc zadanie wyjątkowo trudne, ale i fascynujące, gdyż jednocześnie byli aktorami teatralnymi i telewizyjnymi.

 

 

Ze względu na przyjętą konwencję wprowadzono liczne zmiany w tekście Prześlugi. Wszystko jednak za zgodą autorki i przy współpracy z nią. I tak zamiast najmniejszego królestwa świata widzowie odwiedzają studio telewizyjne, w którym zamiast Króla Maciupka i Królowej Malusi poznają Matyldę (Grażyna Rutkowska-Kusa) i Kazimierza (Andrzej Korkuz) Królów - rodziców wojowniczo nastawionej do świata Migawki, szukających rozwiązania swych problemów wychowawczych w programie Pomagalskiego (pełniącego rolę Pana Przechodnia z dramatu). Państwo Królowie to ludzie raczej przeciętni, zwyczajni, skromni i trochę zawstydzeni, a nade wszystko wpatrzeni w swą jedynaczkę. Migawka (bardzo dobra rola Dominiki Miękus) natomiast jest dzieckiem niepokornym, odmawiającym pomocy w domu, niekulturalnym (w czasie programu siedzi skulona na podłodze, na pytania prowadzącego odpowiada nieuprzejmie i nawet nie chce założyć butów). Próbuje oskarżyć rodziców o krzyk i gryzienie, jednak ukazane na ekranach materiały filmowe (na których rodzice mówią do niej delikatnie i cichutko, a ona wrzeszczy wniebogłosy) stanowczo temu zaprzeczają. Dziewczynka chciałaby się cały czas bawić, nie mieć zmartwień i obowiązków, a ponieważ rodzice jej na to nie pozwalają, postanawia wysłać ich na inną planetę. Z kosmetyków mamy i taty tworzy magiczny "ekliksir", wymyśla zaklęcia i Matylda z Kazimierzem znikają (za niebieskim materiałem). Motyw ten (marzenie pozbycia się rodziny na rzecz wolności i swobody) znany jest dobrze z kultowego filmu "Kevin sam w domu". I choć chwilowo Migawka skacze z radości (na telebimach projekcja-złudzenie, w której bohaterka biega po budynku teatru), to już za moment wraca z płaczem, woła rodziców, jest zrozpaczona. Jak zawsze pomocny Pomagalski podpowiada dziewczynce, że musi po prostu rodziców znaleźć.

 

 

W tym momencie rozpoczyna się wędrówka Migawki - wędrówka, która nie tylko pomoże jej odnaleźć rodziców, ale przede wszystkim spojrzeć w głąb siebie i dojrzeć. Kompanem podczas poszukiwań będzie dla bohaterki Pokurcz (Krzysztof Parda) - najdziwniejsza i najbardziej wzruszająca postać w spektaklu. Ten wyczarowany przez Migawkę przyjaciel składa się z fragmentów ciała (nie połączonych ze sobą), mówi niewyraźnie, pozornie niewiele rozumie, ale w rzeczywistości ma w sobie niezwykłą mądrość. Technika blue box okazała się w przypadku tej postaci bardzo wdzięczna, gdyż przy wykorzystaniu częściowego niebieskiego kostiumu, w który ubrano aktora, ukazał się widzom na telebimach stwór zupełnie odbiegający od normy, intrygujący i zabawny.

 

 

Bohaterów spotykają podczas poszukiwań różne przygody, poznają różne postaci: Oczko w Rajstopie, Komara, Zegarek czy Lisa. Dzięki możliwościom multimedialnym ukazano je w spektaklu bardzo niestandardowo. Oczko w Rajstopie pojawia się na ekranie jako fragment nogi Matyldy, po której wspinają się Migawka i Pokurcz. Aktorzy stoją na scenie na niebieskich sześcianach, trzymają niebieskich lin i udają wspinaczkę, gdy tymczasem jedną kamerę wycelowano w nogę mamy Migawki (aktorka siedzi nieruchomo z boku sceny), co na ekranie sprawia wrażenie prawdziwej wędrówki po nodze. Znakomity sposób na oddanie oryginalnego pomysłu z dramatu Maliny Prześlugi. Podobnie przedstawiono Zegarek (kamera przeniosła się na rękę Matyldy). Lisa napotykają bohaterowie już przy szyi mamy. Na scenie widoczna niebieska postać, animująca futrzany szal i druga - podająca przez mikrofon głos; na ekranie - Migawka i Pokurcz na ramieniu Matyldy rozmawiający z futrzakiem. Prawdziwa magia telewizji. Ukazanie postaci Komara to kolejny ciekawy pomysł reżysera. Ta rola przypadła Andrzejowi Korkuzowi (grającemu także Kazimierza Króla) i wymagała od niego myślenia jak komar. Do pomocy miał maleńką kamerę (na długim kablu, dzięki czemu przemieszczał się po scenie, a na ekranie przypominało to prawdziwe latanie owada) i własny głos. Stworzenie, które w normalnym życiu jest znienawidzone przez ludzi, tutaj wzrusza.

 

 

Spektakl wymaga od widzów sporego skupienia, gdyż trzeba jednocześnie obserwować scenę i telebim. Właściwie odbywają się dwa różne spektakle - na scenie pośród telewizyjnych sztuczek, manipulacji niebieskim kolorem oraz na ekranie, gdzie tło często się zmienia, a aktorzy znajdują się w różnych miejscach. Do tego dochodzą jeszcze liczne projekcje przygotowane wcześniej.

 

 

Motyw wędrówki jest w tym spektaklu niezwykle ważny. Migawka dojrzewa, a każda kolejna przygoda czegoś ją uczy, jakoś wzbogaca, czyni z niej po prostu lepszego i mądrzejszego człowieka. Oczko w Rajstopie uświadamia dziewczynce, że nie powinno się kłamać, robić drugiemu krzywdy, a do błędów należy się przyznawać i za nie przepraszać. Migawka przełamuje się i przeprasza, za co zostaje (dzięki Pomagalskiemu) nagrodzona brawami przez publiczność (wszak telewizja to telewizja - emocje sprzedają się najlepiej). Jedna z zabawniejszych scen w tym spektaklu to moment, w którym Pokurcz pragnie opanować trudną sztukę przepraszania i Migawka przeprowadza specjalne szkolenie dla przyjaciela. Na telebimach widać zbliżenia powykrzywianych twarzy bohaterów - mali widzowie mają wtedy wiele radości. Równie trudna okazuje się dla dziewczynki sztuka dawania, gdyż oddaje zakochanemu Komarowi swą ulubioną przytulankę (Pchełkę) za żonę. Ze zdziwieniem stwierdza jednak, że miło jest kogoś uszczęśliwić.

 

 

Wewnętrzna wędrówka Migawki pomaga jej zrozumieć, jak wielką wartość w życiu ma przyjaźń. Początkowo naśmiewa się z Pokurcza, traktuje go pobłażliwie, a w końcu jakby o nim zapomina. Smutny Pokurcz zupełnie rozpada się z żalu. To ważny moment w całej historii, a także trudny ze względów logistycznych. Na scenę wchodzą dwie dodatkowe postaci (całe na niebiesko), które zasłaniają niektóre części ciała Krzysztofowi Pardzie, a odsłaniają swoje, przez co na ekranie widoczne jest kompletne rozczłonkowanie Pokurcza. Migawka w tym momencie zaczyna rozumieć, jak ważny jest dla niej ów niedoceniany dziwak. Na dalszy plan odkłada poszukiwania rodziców i robi wszystko, aby "złożyć" Pokurcza. Udaje jej się to, gdyż porzuca egoizm i pozwala sobie na uczucia (nazywa Pokurcza "swoim"). Pokurcz jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki przemienia się w przystojnego młodzieńca (ubiera spodnie, bluzę, zdejmuje kostium z głowy), który mówi już zupełnie wyraźnie. Szczęśliwa Migawka wyrzuca z siebie trudny dla niej monolog (o przyjaźni, o strachu przed utratą kolejnej bliskiej osoby), a w tym momencie na telebimach zostaje wyświetlona projekcja - mix znanych filmowych par przyjaciół i zakochanych (m.in. "Moja dziewczyna", "Casablanca", "Romeo i Julia" czy "Titanic"). To bardzo urokliwa scena w tym spektaklu, jednak sam pomysł zrobienia z Pokurcza chłopaka Migawki nie przekonuje mnie. Wielka szkoda, że nie pozostano (jak w dramacie) przy samej przyjaźni. Pokazanie takich relacji byłoby właśnie czymś innym i niebanalnym.

 

 

A skoro o telewizji mowa... W tym przedstawieniu odkryto przed widzami jej kulisy. Wyjawiono wiele tajemnic, które zazwyczaj chowa szklany ekran telewizora. Pokazano, jak wygląda manipulacja tłem, jak nienaturalnie zachowują się goście programu i jak nerwowi przed jego rozpoczęciem są twórcy. Na samym początku nawiązano nawet do słynnej historii z Kamilem Durczokiem i "niezbyt czystym" (używając z konieczności eufemizmu) stołem - tutaj chodziło o kamerę, o której wytarcie poproszono (jak u Durczoka) Rurka. Co ciekawe, w postać Rurka wcielił się Krzysztof Parda w stroju Pokurcza "po przemianie" i można by tu doszukiwać się dalszych powiązań. Czyżby przyjaciel Migawki był (mówiąc brzydko) "podstawiony"? Czy nabrać dała się Migawka, czy jedynie widzowie? W końcu w telewizji wszystko jest zazwyczaj wyreżyserowane, więc może ta historia także? Pomagalski wszak towarzyszył niejako Migawce podczas wędrówki i komentował niektóre poczynania. Spektakl rodzi wiele pytań i nie na wszystkie daje odpowiedzi wprost.

 

 

Niezwykle istotnym elementem toruńskiego przedstawienia jest oprawa muzyczna. Piosenki skomponowane przez Piotra Klimka i wykonane przez Marię Dąbrowską doskonale uzupełniają tę telewizyjno-teatralną historię. Teksty utworów zostały napisane na potrzeby spektaklu, dlatego idealnie oddają jego klimat i wzruszają. Puszczane są zazwyczaj podczas projekcji na telebimach (np. Migawki szalejącej po Baju czy plejady filmowych par) jako znakomity komentarz do danej sytuacji.

 

 

Oczywiście w każdym przedstawieniu znajdą się pewne punkty niespójne, do których można się przyczepić. Nie do końca jasne i umotywowane wydaje mi się wspinanie Migawki po jej mamie. W dramacie dziewczynka pochodziła z najmniejszego królestwa świata, powiększyła rodziców i wysłała ich na Planetę Dużych, dlatego chwila, w której znajduje się na nodze mamy, nie dziwi tak, jak w przedstawieniu. Ponadto budzić wątpliwości może podwójność tytułu w tym spektaklu. Niby z jednej strony tak nazywa się ów program telewizyjny, a jednak wspomina się też o przygotowaniach do normalnego balu (jak w dramacie), ale bez podania konkretów. Niemniej są to kwestie drugorzędne i nie przeszkadzają w odbiorze.

 

 

"Najmniejszy Bal Świata" to przedstawienie i dobre, i ważne. Dobre, gdyż zrealizowane z niezwykłą starannością, niesztampowe, łączące teatr z telewizją, fascynujące kwestiami multimedialnymi. A ważne, ponieważ potrafi przekazać widzom mądre, wartościowe treści, nie wykorzystując taniej dydaktyki, a jedynie humor i zabawę. Ten spektakl otwiera wiele dróg interpretacji - nieco innych dla dzieci, nieco innych dla dorosłych, ale z pewnością jedni i drudzy wyniosą z tego teatralnego spotkania coś dla siebie.

 

 


Małgorzata Kowalska
Nowa Siła Krytyczna
26-05-2012

źródło:
http://www.e-teatr.pl/pl/artykuly/139972.html

 

 

 



powrót