Mamy dzisiaj: czwartek, 08 grudnia 2022
 
 



Znajdź w katalogu
Autor sztuki:
Tytuł sztuki:


Aktualność
2011-03-21
Premiery w Gdyni oraz Olsztynie - recenzje prasowe

12 marca w Olsztynie odbyła się premiera "Na Arce o ósmej Ulricha Huba (reżyseria: Marián Pecko). O premierze czytamy w "Nowej Sile Krytycznej":

Sztuka pisana z myślą o najmłodszych należy do tego gatunku twórczości, który oprócz uśmiechu na twarzy wywołuje również burzę w mózgu. Ulrich Hub skłania do analizy nie zawsze jednoznacznej rzeczywistości. Marián Pecko prowokuje publiczność pytaniami. Niektóre padają bezpośrednio z ust aktorów. Inne nie zostają zwerbalizowane, ale pod wpływem akcji drażnią świadomość odbiorcy.

Spektakl nakłania do refleksji oscylującej wokół rozważań filozofii antropologicznej. Jeden z pingwinów przedstawia odważną tezę. Pingwiny są dobre i złe. On sam został stworzony, aby należeć do drugiej grupy (nawiązanie do religii protestanckich). Próbuje pojąć istotę pingwina. Tłumaczy jego życiowy status i cel. Przy okazji potopu bohaterowie napotykają także problemy natury aksjologicznej oraz moralnej. Zastanawiają się nad tym, które wartości są nadrzędne. Przyjaźń czy posłuszeństwo. Rozstrzygają prawdziwie tragiczne konflikty, takie jak pomoc drugiemu pingwinowi w obliczu zagrożenia własnego życia. Wiele podobnych dylematów dostarczył światu wiek dwudziesty. Pingwiny dotykają również zagadnień z pogranicza filozofii religii i teologii. Czy można doświadczyć Boga? Czy można w Niego wierzyć? Czy można w Niego wątpić? I kim On właściwie jest? W przedstawieniu funkcjonują odwołania do różnych wyznań. Powstaje uniwersalny wizerunek Boga. Surowego, wymagającego nawracania niewiernych. Jeden z bohaterów kieruje do Niego swój lament. "Obraził Cię jeden pingwin, a Ty mścisz się na całym świecie!". W tym momencie cała publiczność cichnie.

Marián Pecko wprowadza na scenę dwa plany. Żywy (w tym przypadku funkcję znaku postaci sprawuje człowiek) oraz lalkowy (w tym przypadku funkcję znaku postaci przejmuje lalka animowana przez człowieka). Aktorzy - animatorzy porzucają czasem swoje lalki i sami zaczynają grać.

Przedstawiciele żywego planu rozpoczynają spektakl. Kolejno przechodzą przez scenę. Każdy prezentuje charakterystyczną dla swojego bohatera manierę. Gołąb ostentacyjnie spogląda na zegarek. Jego kostium stanowią luźne spodnie, jasna koszulka, sportowa marynarka w odcieniu beżowym oraz szalik - ubiór podróżny. Pingwiny przyodziane są w stroje czarno - białe. To nie jest niespodzianka. Cieszy jednak wielość dodatków. Plisy, karby, falbany, rozmaite faktury oraz nietypowe desenie. Każdy pingwin wypracował niepowtarzalny styl, który koresponduje z charakterem postaci. Poza prologiem aktorzy żywego planu występują przed publicznością głównie podczas krótkich muzycznych przerywników. Ścieżkę dźwiękową skomponował Słowak, Róbert Mankovecký. Muzyka oddaje atmosferę sytuacji. Cechuje ją różnorodność. Podczas burzy słychać grzmoty. W czasie zabawy pingwinów dźwięki stają się radosne i skoczne. Wyznania Gołębia przytłoczonego rolą boskiego posłańca przedstawiono w formie stylizowanej na bluesa - gatunek, którego źródło stanowią między innymi pieśni amerykańskich niewolników. Wszystko ze sobą współgra.

Miejscem akcji planu lalkowego jest miniaturowa scena pudełkowa. Jej fasada imituje grecką świątynię. Kolorystyka oscyluje pomiędzy bielą a błękitem. Całość jawi się jako lodowa płaskorzeźba. W ten sposób pochodząca ze Słowacji autorka scenografii Ewa Farkašová wprowadza nastrój antycznej tragedii. Maski greckie zastąpiono lalkami. Każda z nich animowana jest przy pomocy dwóch drutów przytwierdzonych do główki i korpusu. Wykonane są z miękkiego materiału. Wypchane w taki sposób, aby bez konsekwencji mogły odkształcać się niby pluszowe maskotki. Dzięki temu trzy przytulone pingwiny wyglądają jak jedna bryła. Przyjaciele stanowią jedność. Owe elastyczne właściwości lalek malowniczo wykorzystane zostają w scenie, w której Arka odbija od brzegu. Wówczas postaci uniesione ponad gruntem przypominają kosmonautów w stanie nieważkości. Sprawiają wrażenie bezwolnych. W opozycji do planu żywego, który cechuje różnorodność stylistyczna uwidoczniona przy pomocy kostiumu, pingwiny - lalki wyglądają niemal identycznie. Różnią się trzema szczegółami. Pierwszy założył czerwoną czapeczkę, drugi nosi okulary, trzeci - czerwone nakrycie głowy. Strój Gołębia składa się z płaszcza - prochowca, czapki - pilotki , gogli oraz szalika. Wszystko w odcieniach beżowych. Grono bohaterów w planie lalkowym wzbogacają trzy postaci, które nie mają swoich przedstawicieli w planie aktorskim. Dwie pierwsze to motyle animowane przez Monikę Gryc. Wyobrażone są przy pomocy dwóch kawałków materiału zatkniętego na drutach. Ostatnim bohaterem spektaklu jest Noe. Publiczność dostrzega jedynie dolną jego połowę. Noe jest nazbyt wysoki i nie mieści się na małej scenie w całości. Symbolizuje go zatem zwieszony na tylnej krawędzi pudełka skrawek płóciennego kitla z ogromnymi kieszeniami i wielkimi guzikami, buty oraz końcówka siwej brody. Noego nie można nazwać lalką, ponieważ nie podlega animacji. To raczej element scenografii w funkcji znaku postaci. Obdarzony zostaje głosem, którego użycza Marek Trębiński.

Marián Pecko zręcznie wykorzystuje możliwości, które przejawia miniaturowa scena pudełkowa. Eksploatuje potencjał planu lalkowego. Bawi żartem sytuacyjnym (na przykład w momencie kiedy jeden z pingwinów nie może poradzić sobie z rozchyleniem kurtyny). Owe działania sceniczne nie przyćmiewają jednak istoty przekazu. Aktorzy nie są niewolnikami żadnej konwencji. Styl gry nie ociera się w żadnym momencie o przesadę, infantylizm albo nieuzasadniony tragizm. Postaci stają się dzięki temu naturalne i bliskie odbiorcy, który jedynie w taki sposób może zrozumieć ich konflikty, problemy oraz pytania. Reżyser olsztyńskiej inscenizacji "Na Arce o ósmej" nie udziela w spektaklu jednoznacznych odpowiedzi. Nie czyni świata jedynie czarnym i białym. Przeciwnie - sygnalizuje różne odcienie rzeczywistości. Włącza myślenie. Pobudza wyobraźnię. W takim sensie postrzega swojego odbiorcę jako poważnego partnera w dialogu filozoficznym.

Bartosz Kurowski
"Nowa Siła Krytyczna"
17 marca 2011

O premierze w Teatrze Muzycznym w Gdyni (reżyseria: Zbigniew Sikora) czytamy w "Gazecie Świętojańskiej":

Gdyby za "Na Arce o ósmej" wziął się jakiś ponowoczesny, postwarlikowski reżyser, mógłby pójść i takim tropem, bo utwór daje ku temu preteksty. Reżyser-lokalny patriota mógłby skierować swą propozycję do kibiców Arki Gdynia, wszak w Gdyni Arka jest religią i z kilkanaście tysięcy wyznawców kończy swą modlitwę słowami: W imię Ojca i Syna Arka Gdynia.

Zbigniew Sikora nie uległ pokusom lokalnym i progresywnym, najpewniej ich nawet nie miał, i zrobił rzecz chyba najbardziej "po bożemu" ze wszystkich, polskich inscenizacji i skierował swoją propozycję do widza 10+. Młodsze dzieci też mogą oczywiście przyjść, ale chyba nie zdołają dotrzeć do metafory i kontekstów. Optymalna kombinacja to młody widz z rodzicami lub opiekunami. "Na Arce..." daje kapitalną możliwość porozmawiania z dzieckiem o tym, co najważniejsze. To rzadka okazja i warto, by każdy mądry rodzic i opiekun z niej skorzystał.

To spektakl o wartościach. Przede wszystkim oczywiście o przyjaźni, poświęceniu i wierności, ale nie tylko. To zaproszenie do ogólniejszej refleksji o sensie życia i duchowej stronie człowieka. Rozważania o Bogu mogą sprawiać wrażenie naiwnych, ale wdzięk, dowcip i lekkość podania sprawiają, że poddajemy się pięknu przekazu i wchodzimy w bajkowy świat bez obciążenia balastem codzienności.

Na niecałe 70 minut zostajemy zaczarowani i uwiedzeni historią opowiedzianą przez piątkę artystów Teatru Muzycznego w Gdyni, którzy po raz kolejny potwierdzają, że skarbiec talentów nadmorskiej sceny wydaje się być bez dna. Tym razem wzruszają i bawią nas: Marta Smuk, Katarzyna Więcek i Artur Guza jako pingwiny, Tomasz Gregor jako Gołąb, a teatr cieni i Noe to Aleksander Perski. Jak zwykle, chciałoby się powiedzieć, świetną muzykę napisał Artur Guza, skromną, ale funkcjonalną scenografię zaprojektowała Renata Godlewska. Zbigniew Sikora, specjalista od propozycji dla dzieci i młodzieży ("Przygody Koziołka Matołka", "Foczka Akrobatka", "Gdyby do szkoły chodziły anioły") podał rzecz sprawnie, spektakl ma dobre tempo i jest komunikatywny. "Na Arce..." Sikory to dydaktyzm ciepły, miękki, nienachalny - chyba najlepszy na nasze czasy, które, jak powszechnie wiadomo, są pozbawione wartości.

Szczerze i z wielką przyjemnością polecam "Na Arce o ósmej" każdemu dziecku i każdemu, kto ma dziecko w sobie. A jeśli odnajdziemy choć na chwilkę dziecko w nas samych, to... to nie jest jeszcze z nami tak źle.

Piotr Wyszomirski
"Gazeta Świętojańska"
17 marca 2011


oraz w portalu trojmiasto.pl:

Pingwiny - Marta Smuk, Katarzyna Więcek i Artur Guza oraz Gołąb (Tomasz Gregor) przypominają przerośnięte pluszaki i od razu budzą sympatię widzów w każdym wieku. Aktorzy najlepiej wypadają podczas piosenek Ulricha Huba, ciekawie przełożonych przez Lilę Mrowińską-Lissewską. Jednak pomimo dobrej, plastycznej gry całej czwórki, w spektaklu znajduje się kilka dłuższych, monotonnych fragmentów. Na uwagę zasługuje muzyka Artura Guzy - ciepła, pogodna, "zrośnięta" z działaniami na scenie.

To kolejne udane przedstawienie Teatru Muzycznego dla dzieci, choć bez wątpienia bardzo wymagające wobec małych widzów. Pewne braki w scenariuszu (dość swobodna interpretacja motywu biblijnego potopu - ze sceny pada zdanie, że sam Bóg przyznał, że popełnił błąd) wynagradzają nieoczekiwane zwroty akcji i błyskotliwy humor.

Realizatorzy "Na Arce o ósmej" odważnie podejmują tak trudny temat, jak wiara w Boga, wierząc zapewne, że teatr powinien być nie tylko miejscem rozrywki, ale też okazją do rozmowy. Nawet dla najmłodszych jego gości. Pozostaje trzymać kciuki za to, aby i tym razem mieli rację.

Łukasz Rudziński
www.trojmiasto.pl
17 marca 2011



powrót